Niewysoki wzrost a kupno spodni. Czyli krótko o za długich nogawkach

Jak powszechnie wiadomo, zakupy to fajna sprawa – pokażcie mi tu kogoś, kto czyta tego bloga, a nie lubi porządnego, relaksującego shoppingu. Ja również nie jestem wyjątkiem, jednak niestety, przyjemność z chodzenia po sklepach trwa u mnie do momentu, w którym nadchodzi czas na kupienie spodni.

Nie jest to częsta sytuacja – spodnie noszę do oporu i niechętnie rozstaję się nawet z najbardziej przetartą, wyblakłą i dziurawą parą, ale i tak za każdym razem przyprawia mnie o dreszcze.

Po pierwsze, przy przymierzaniu spodni jest strasznie dużo roboty, zwłaszcza w chłodniejszej części roku (chociaż w lecie spore zagrożenie stanowi kombinezon). Trzeba zdjąć z siebie wszystkie spodnie, legginsy, rajstopy, skarpety, buty. I tak w każdym sklepie po kolei. W porównaniu do szybkiego przymierzenia T-shirtu czy marynarki trwa to całą wieczność.

Po drugie, znalezienie rozmiaru dla siebie to prawdziwy wyczyn- jeżeli spodnie dobrze leżą w biodrach, na pewno będą odstawać w pasie, jak pasują w talii, to w biodrach na pewno będą przyciasne. No i nie wiem, jak wygląda sprawa rozmiarów dla osób bardzo wysokich, ale w przypadku, kiedy mamy mniej niż 165 cm wzrotu (ja!), nasze szanse na znalezienie spodni, które będą dobrze leżeć bez żadnych poprawek, są znikome. Dla mnie to już rytuał – idę kupować spodnie, po wielu godzinach męki wybieram te właściwe, po czym maszeruję do krawcowej skrócić nogawki.

Po lewej: Reporter; Na górze: Fracomina, Guess Jeans Na dole: Reporter, Pepe Jeans

Ostatnio się jednak zbuntowałam, bo dlaczego kupno spodni ma kosztować mnie drożej tylko dlatego, że jestem niższa niż większość osób? Dlaczego mam rezygnować z fabrycznego wykończenia spodni, które w przypadku dżinsów zwykle wygląda dużo lepiej niż to spod ręki krawcowej? Porzuciłam pomysł atakowania producentów spodni petycjami i postanowiłam poszukać alternatywy.

Rozwiązania jak na razie znalazły się dwa. Po pierwsze, działy dziecięce. Ich największe rozmiary pokrywają się z najmniejszą rozmiarówką dla dorosłych kobiet i osoby noszące rozmiar 34, 36 czy 38 spokojnie mogą znaleźć tam coś dla siebie. Kolejny plus jest taki, że ubrania, a więc i spodnie, z działów dziecięcych są zwykle nieco tańsze.

Po drugie, modne ostatnio spodnie o długości 7/8, które osobie o „normalnym” wzroście sięgające gdzieś nad kostkę, a dla osób niższych są idealne jako spodnie o standardowej długości.  Ich plusem są ciekawe kroje (często są to tzw. chinos) i większe szaleństwo kolorów i wzorów niż w przypadku tradycyjnych, długich spodni. Nie ustaję w poszukiwaniu kolejnych rozwiązań i jak tylko znajdę coś ciekawego, będę Was informować!

2 thoughts on “Niewysoki wzrost a kupno spodni. Czyli krótko o za długich nogawkach”

  1. Ty przynajmniej po skróceniu nogawek masz fajne spodnie. Ja mam ponad 185 i chętnie zapłaciłabym krawcowej, jeśli potem te spodnie miałyby być na mnie dobre. Tymczasem na zakup spodni muszę poświęcić przynajmniej 2-3 wyjścia, bo naprawdę graniczy to z cudem i nawet napis „long” na metce rzadko gwarantuje mi odpowiednią długość. Już chyba się z tym pogodziłam, kupuję też wyższe buty, żeby to troszkę zamaskować. Nie zawsze jednak wychodzi ;) Pozdrawiam

  2. Co racja, to racja. Niscy mogą skrócić spodnie (choć wiadomo, że to rozwiązanie nieco kłopotliwe), a wysocy raczej nie mają możliwości ich wydłużenia. Na szczęście idzie lato i będzie można przestawić się na szorty ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.