Przeczytasz w 7 min 06 maj 2026

SS26: Moda, która nie kończy się na trendach – Rozmowa z @freakery (Joanną Hoffmann)

tekst: Lara
Przeczytasz w 7 min

O ekscytującym sezonie wiosna-lato 2026, który Answear zapoczątkował pierwszym w swojej historii pokazem mody RUNWAY SS26, i o swoim indywidualnym spojrzeniu na modę podążającą za trendami, ale także idącą na przekór rozmawiamy z Joanną Hoffmann @freakery.

Kacper Barylski: Kiedy patrzysz na modę dziś – bardzo szybką i reaktywną choćby na to, co akurat pojawia się w social mediach – co najbardziej cię w niej fascynuje, a co zaczyna cię nużyć?

Joanna Hoffmann: We współczesnej modzie najbardziej fascynuje mnie jej zdolność translacji popkulturowych fascynacji na konkretne tendencje. Lubię przyglądać się natychmiastowej reakcji na muzykę, filmy i seriale. Techno Y2K po brat summer, cichy luksus po “Sukcesji”, czy róż po “Barbie” były bezpośrednim przełożeniem zasięgowych momentów na trendy. Z jednej strony jest coś buntowniczego w kompletnym rozproszeniu trendów na mikroświaty w social mediach – i demokratycznego. Bo dziś trendy rodzą się często poza oficjalną narracją domów mody.
Z drugiej strony często nudzą mnie nieustanne powroty do przeszłości. Lubię nazywać to czyśćcem nostalgii, która wraca szybciej niż kiedykolwiek. Mierzymy się z iluzją nowości.

W świecie, w którym trendy zmieniają się szybciej niż sezon, coraz częściej mówi się o „ponadczasowości”. Czy twoim zdaniem da się dziś jeszcze mówić o stylu, który nie starzeje się po jednym sezonie? Jak rozumiesz tę równowagę między trendem a czymś bardziej trwałym?

Mam wrażenie, że “ponadczasowość” stała się ostatnio nieco wyświechtanym słowem, które w wielu interpretacjach może niesłusznie kojarzyć się z czymś bardzo klasycznym i bezpiecznym. A przecież ponadczasowy może też być bardzo konkretny, osobisty styl, który umiejętnie absorbuje trendy, ale nie jest od nich zależny. Chodzi o to, żeby nasz styl potrafił znaleźć wspólny mianownik w wybieranych rzeczach – nawet jeśli jest bardzo ekstrawagancki. Trend może dawać impuls do świeżego spojrzenia, ale dopiero własny styl buduje spójność, to jak widzimy siebie my, a później inni.
Dla przykładu – może w pewnym momencie wszyscy przez socialmediowy trend decydowali się na model Samba od adidasa, ale Ty wybierzesz Veja, bo bardziej odpowiada Tobie forma klasycznego modelu Campo (i filozofia marki).
Czasami trudno nie ulegać pokusie ciągłej zmiany, ale lubię myśleć, że wracanie do tych samych rzeczy/form dopiero tworzy naszą rozpoznawalność – coś ma czas się z nami skojarzyć.

Czy masz w modzie momenty w roku, które najbardziej zmieniają Twój sposób ubierania się?

Jak najbardziej – to dla mnie zawsze jesień i wiosna. Jesienią przygotowuję się na nadchodzące chłodniejsze miesiące. Wyciągam swetry z najwyższych półek szafy, mam ochotę na warstwy i miękkość, żeby wejść w sferę otulenia. To czas męskich marynarek i odrobiny koloru.
Wiosną z kolei szukam lekkości i objętości – żeby ubrania swobodnie otaczały ciało stęsknione za słońcem. Częściej noszę sukienki, mam ochotę na dozę romantyczności, szukam kolorów ziemi i prostoty – stylizacje mają zająć mi jak najmniej czasu.

Pory roku, w tym chyba przede wszystkim lato, zawsze zmienia sposób, w jaki myślimy o modzie – robi się lżej, bardziej intuicyjnie. Co dla Ciebie oznacza „letni styl” w SS26? Czy to bardziej kolor, forma, a może podejście do ubierania się?

Zdecydowanie – lato to czas eksperymentów i psot w modzie. W zasadzie od momentu pojawienia się kolekcji cruise/resort wear w historii mody lubimy w ten sposób tworzyć sobie fantazje o wypoczynku, nawet jeśli spędzamy letnie miesiące w miejskiej dżungli.

Latem często mamy ochotę na zabawę i wyjście poza nasze standardowe wybory. Chce nam się wzorów, kolorów. Trendy na ten sezon to z jednej strony pewne zauważalne tendencje (niebieski kolor, czy odwołania do lat 90), ale z drugiej strony sposób noszenia rzeczy – nonszalancki, bez sztywnej perfekcji.

W Twoich wypowiedziach często wraca motyw kontrastów – miękkości i struktury. Czy to coś, co widzisz też w codziennym ubiorze? Czy ten kontrast jest dla Ciebie inspirujący?

Uważam, że często dopiero zestawienie ze sobą rzeczy z innych światów może wydobyć ich cały charakter. Bieliźniana sukienka wydaje się jeszcze delikatniejsza przy skórzanej kurtce. A skórzany płaszcz ma jeszcze wyraźniejszą formę przy jedwabnej koszuli. Wszystko wybrzmiewa wyraźniej w kontraście.

Czy skóra nadal jest dla Ciebie materiałem „statement”, czy raczej czymś codziennym, oswojonym?

Skóra na dobre stała się elementem całorocznej garderoby. W tym materiale wszystko zależy od formy i koloru. Skóra oswaja się bardziej przy stonowanych/pastelowych odcieniach i miękkich, swobodnych formach. Zyskuje na drapieżności przez zdecydowane kolory i przylegające kroje. I znowu – kiedy ma za towarzystwo coś w kontrastującej, delikatniejszej estetyce, staje się bardziej codzienna.

Czy estetyka, którą nosimy na sobie, przenosi się też na przestrzeń, w której żyjemy? Czy w Twoich oczach w Polsce widać ludzi „modnych” albo inaczej „z wyczuciem modowej estetyki”?

Jak najbardziej. Wszystko to, co nas inspiruje i wpływa na nasze poczucie piękna przenika różne sfery życia – na to, co nosimy, jak urządzamy nasz dom, jakie miejsca wybieramy, jakie treści konsumujemy.
Polska to kraj świetnie ubranych ludzi – jesteśmy coraz odważniejsi i bardziej świadomi w swoich wyborach. Jakiś czas temu całkiem łatwo było odróżnić od siebie uliczny styl poszczególnych krajów, dziś wszystko się nieco zaciera przez globalizację trendów, natychmiastowy dostęp do tych samych treści i międzynarodowych marek.
Niemniej – sądzę, że jeśli przypatrzymy się uważnie, możemy dostrzec pewne niuanse, jak na przykład większe skłonności do koloru na południu Europy.

Coraz częściej mówi się o tym, że moda wychodzi poza garderobę – staje się stylem życia, wpływa na naszą energię, pewność siebie. Czy Twój dom też jest przedłużeniem Twojej estetyki? Jakie przedmioty budują dla Ciebie twój wyjątkowy „nastrój codzienności”?

Dom jest często przedłużeniem naszej wrażliwości w modzie – jedno i drugie potrafi mieć estetyczne punkty styku. Widzę to po swoim domu, gdzie nowoczesność łączy się z elementami vintage, a dokładnie tak wygląda moja garderoba. Dom opowiada naszą historię, często nawet w bardziej złożony sposób niż ubrania: od dominujących kolorów, po bibeloty z podróży.
I znowu – tutaj tak jak w modzie kieruję się zasadą “niech codzienność będzie wyjątkową okazją”. Dajmy sobie powód do odrobiny hedonizmu, kiedy jak nie teraz? Poranki z kawą w ulubionej filiżance naprawdę smakują inaczej, a dni w ulubionej przestrzeni płyną przyjemniej.

Czy masz w swojej szafie rzeczy, które „przechodzą z Tobą” przez sezony bez zmiany znaczenia? Albo nawet jak znaczenie modowe tych przedmiotów się zmienia to są na tyle twoje, że bez względu na trendy po prostu dalej ci towarzyszą sezon, po sezonie?

Jak najbardziej – i mam wrażenie, że decyduję się na dość prostą podstawę, którą mogę dowolnie zmienić w zależności od nastroju, czy ewolucji szafy. To lniane zestawy, czyste linie sukienek, koszykowe elementy, zamsz. Przez lata te rzeczy zaczynają funkcjonować bardziej jak mój osobisty system odniesień do letniej garderoby.

Gdybyś miała wskazać jedną rzecz, która najlepiej oddaje ideę „SS26 wardrobe”, coś co zostaje/może zostać w szafie na lata – co by to było i dlaczego?

Myślę, że tutaj chętnie zostałabym w obrębie odniesień do lat 90 – dla mnie to ten moment encyklopedii stylu, gdzie moda jest wciąż bardzo współczesną i łatwą do odtworzenia ściągą. Sięgnęłabym po to, co ma w sobie dużo niewymuszonego luzu i pozostanie ze mną na kolejne sezony. Na przykład miękkie, skórzane mokasyny, czy porządna torba plażowa. To rzeczy, które mogą być ze mną cały sezon.

Czy dziś bardziej wybieramy ubrania racjonalnie, czy emocjonalnie?

Uważam, że w większości nie sposób tego oddzielić. Kiedy myślę o swoich decyzjach zakupowych, raczej twardo stąpam po ziemi – analizuję CPR (cost per wear – czy cenę uzasadnia to, jak często będę coś nosić), dopasowanie do mojego stylu. Ale przy tym lubię czasami ulec zupełnie nieracjonalnej potrzebie posiadania czegoś pięknego, może nawet niepodobnego do mnie :) To mnie stymuluje do wyjścia poza strefę komfortu.

W naszej wcześniejszej rozmowie pojawia się bardzo ważna myśl – że ubrania zaczynają żyć, kiedy niosą emocje. Czy w 2026 nadal kupujemy rzeczy „bo są modne”, czy raczej „bo coś w nas uruchamiają”?

Mam wrażenie, że coraz częściej chodzi o naszą reakcję emocjonalną – czysta radość, odrobina ekstrawagancji, albo wręcz przeciwnie, spokój, który odczuwamy nosząc sprawdzone, powtarzalne wybory. Może nie analizujemy tego w ten sposób na co dzień, ale moda to dla mnie zawsze intuicyjna deklaracja tego, jak chcę się czuć. A latem lubię romansować z poczuciem wolności – zamsz, frędzle, zwiewne suknie. Wyobraźnia ma czas pracować w najdłuższe, letnie dni.

Przeczytaj inne artykuły