
Sprzątanie w domu, codzienne przyzwyczajenia i nawyki, które wrosły w nas mocniej niż się spodziewamy, to nasz sposób na bycie. Bez tych sposobów zaczynamy się gubić i kręcić bezradnie wokół własnej osi jak jojo bez sznurka.
Dlatego też uspokajamy się na samą myśl o naszych ulubionych przyzwyczajeniach. Pomaga w tym kalendarz pór roku. Na przykład jesieniarstwo jako estetyzowanie chlapy, szarugi i zimna wchodzącego pod płaszczyk. Czy pumpkin latte z selfie na tle żółtych liści pomoże w walce z jesienną deprechą i spleenem? A jak. Czy ciepłe skarpety, świeczka z rejonów hygge oraz kocyk z herbatką obronią przed kryzysem egzystencjalnym? No jasne.
Zamiast smutaśnych Dziadów mamy już wesołe Halloween, które niczym meksykańskie santa muerte normalizuje smutek odchodzenia.
Opłakujemy śmierć bliskich przebrane za ducha, w najnowszej kolekcji z sieciówki z motywami: czaszki, cmentarza i pajęczyny. Nadal jednak rytualnie tłoczymy się 1 listopada na cmentarzach, co oczywiście też ma swoje stałe punkty (kto ma zapałki; pewnie wujenka już tu była, bo to od niej wieniec; popatrz, tyle lat już nie żyje; no ale na groby tak się wystroić). Widocznie do czegoś jest nam tradycja potrzebna. Odpowiadam: nie chodzi tylko o promocje w sklepie i specjalne półki DEDYKOWANE grobom. Chodzi o ułożenie sobie w łepetynie, że się ma coś stałego, zwłaszcza w czasach pędu i przebodźcowania. Że ma się odniesienie.
I tak, przeżywanie wspólne może przekształcić się w tradycję. Może też być elementem komunikatu wewnątrz grupy społecznej.
Zajmuję się naukowo sprzątaniem. Tak, tak – badam, dlaczego w całym tym jeżdżeniu na szmacie nie chodzi o polerowanie, pucowanie i czyszczenie, tylko o cos zgoła innego. Na przykład o władzę. Berłem nie jest jednak szczotka do klozetu, ale możliwość zrezygnowania z ogarniania przestrzeni, bo się ma od tego innych ludzi.
Badania pokazują to bezlitośnie: głównie kobiety krzątają się i opiekują dziećmi (oraz chorymi, zwierzętami i tak dalej). Ale jest też na odwrót. Często sprzątanie i praca opiekuńcza to momenty odzyskania sprawczości. Sławomira Walczewska ukuła termin matki gastronomicznej. Ponieważ jedzenie jest czynnością zrytualizowaną, to takie matki wreszcie mogą poczuć władzę nad domownikami decydując o tym, co się je, kiedy, jak i z kim. Chodzą z siatami zakupów, potem stoją nad parującymi garami, nakładają, zwołują do stołu, frustrują się, jeśli ktoś się spóźni „bo stygnie” oraz pilnują, żeby wszystko zjeść. Następnie zmywają, marudzą, dojadają resztki. I tak w kółko.
Rytuałem jest również codzienne wykonywanie tych samych czynności wokół domowych porządków.
O, to świetnie opisała Jolanta Brach Czaina w „Szczelinach istnienia”, gdzie krzątactwo urosło do rangi ogarniania życia w ogóle. Bez powtarzalności gestów nas nie ma. Świat się przestanie kręcić, jak nie powtórzymy w odpowiedniej kolejności, zwłaszcza rano, tych wszystkich myć zębów, płukanych kubków kawy i wiązań buta. Dokładnie wiemy, co dzieje się, kiedy choćby jeden element wypadnie albo niebezpiecznie się przedłuży. Następuje zachwianie, efekt domina i cała misternie przygotowana układanka się burzy.
W świetnej książce Dimitrisa Xygalatasa „Rytuały. Pozornie bezsensowne działania, które nadają życiu sens” mamy wiele przykładów układania sobie życia poprzez powtarzalne czynności. Co ważne, opisy te dotyczą różnych kręgów kulturowych. Przytoczę jeden z przykładów, zafrapował mnie, nie powiem:
„Mężczyźni z plemienia Walbiri łapią się nawzajem za penisy, by rozładować powstały między nimi konflikty. Jeśli jednak sprawa jest poważna i dotyczy na przykład zabójstwa albo oskarżenia o czary, poszkodowany może odmówić dotknięcia penisa gościa. Jak zaznacza antropolog Mervyn Meggitt taka odmowa jest poważną zniewagą i może doprowadzić do rozlewu krwi.”
Co my tu mamy: gejostwo i honor. A mówiąc serio, to od razu pomyślałam sobie, że gdyby ten rytuał wprowadzić na polu bitwy, to byśmy nie mieli wojen. No chyba, żeby jeden drugiemu nie złapał. Dobrze, dość tych queerowych żarcików z dolnej półki. Dziwactwa są często niewytłumaczalne. Zanim zadamy pytanie: „ej, ale właściwe po co”, to zaraz ktoś krzyknie: „dawaj, nie ma czasu na wyjaśnienia.”
I to jest prawda, bo klątwy, zaklęcia, tajemnicze gesty i znaki, skomplikowane ceremonie przetrwały nieraz stulecia w czasie których naprawdę wiele się działo.
Brach-Czaina wymieniała te wszystkie „nieme zdarzenia”, pozornie nieistotne i błahe: wstawanie, mycie się, jedzenie śniadania, praca, zakupy, gotowanie, jedzenie, zmywanie, praca, trwanie, gotowanie, jedzenie, mycie się, sen. Kolejnego ranka od początku. Ale nuda, co? Uwaga: tak wyglądają nasze dni i nic na to nie poradzimy, między tę wyliczankę trudno byłoby włożyć coś atrakcyjnego. Coś, co rozbiłoby monotonię. Na niej, na powtarzalności, opiera się cały ten niekończący się taniec.
W kwestii powtarzalności jest również wiele innych wątków, na przykład wśród osób nieneurotypowych, które włączają rytuał do swojego dnia, aby wprowadzić porządek i stałość. Na przykład osób w spektrum sprzątanie, wykonywanie gestów czy ich kolejność jest często kluczowa. Tu polecam książkę KC Davis, „Jak prowadzic dom, kiedy toniesz”, również dla osób w kryzysie psychicznym. To świetne porady, jak mimo zburzenia rytuału nadal dbać o siebie i przestrzeń wokół.
I na koniec „rytualne obawy.” Jestem bowiem ciekawa, czy wprowadzenie sztucznej inteligencji nie będzie miało wpływu na rytuały na całym świecie.
AI włączy się w celebrację, nada nowe formy czy zignoruje? Jak to wpłynie na nasze życie i co się stanie, kiedy coraz częściej będziemy „zapominać” o rytuałach?
Tymczasem kończę pisać niniejszy felieton, zaraz zaparzę herbatę, bo robię to zawsze po skończonej pracy. Bez tego rytuału prawdopodobnie świat mógłby zacząć kręcić się w inną stronę i przecież nie mogę do tego dopuścić.
Główna ilustracja: Natalia Jura

Sylwia Chutnik – pisarka, publicystka, działaczka społeczna i wykładowczyni akademicka. Felietonistka ,,Polityki”, „Wysokich Obcasów” i wielu portali internetowych. Laureatka nagród literackich i społecznych. Zasiada między innymi w Kapitule Nagrody im. Olgi Rok, Kapitule Obywatelskiej Naukowych Nagród “Polityki” oraz w Radzie Fundacji Feminoteka. Doktorat obroniła w Instytucie Kultury Polskiej UW.
Wokalistka punkowych zespołów. Prowadzi podcast Radio Sylwia.
Zdjęcie: Nowy Teatr





