Przeczytasz w 6 min 26 cze 2026

Wakacje z Answear – Barcelona – kochasz, nie kochasz, kochasz…

tekst: Lara
Przeczytasz w 6 min

Lato, wakacje, słońce – czas odpoczynku i wyjazdów. Często najlepiej podróżuje się bez dokładnego planu, ale taki mikro plan miejsc nieoczywistych zawsze może się przydać. Zaczynamy od Barcelony, dla tych, którzy lubią wielkomiejskie destynacje, ale jednak nad morzem.

Barcelona jest marudna i trzeba do niej cierpliwości. Raz zachwyca, innym razem irytuje. Czy w czasach kolosalnej ilości turystów, wciąż jest przestrzeń, aby gdzieś bokiem i mniej utartym szlakiem odkryć ją dla siebie? Według nas jak najbardziej!

Bunkers del Carmel
Najpierw zawsze warto poszukać szerszego obrazu, aby nabrać odpowiedniej perspektywy. Mamy dwie atrakcyjne opcje: wzgórze TIBIDABO, z wesołym miasteczkiem i drugą, mniej znaną, miejscówkę. 

Na wzgórzu Turó de la Rovira znajdują się dawne bunkry przeciwlotnicze, które dziś pełnią zupełnie inną funkcję – są miejskim balkonem z widokiem na całe miasto. Stąd Barcelona wygląda jak makieta. Widać morze, Sagradę Famílię, wzgórze Montjuïc i unikalną, barcelońską siatkę ulic rozciągającą się aż po horyzont.
Najlepiej przyjść późnym popołudniem. Przynieść coś ze sobą, usiąść i patrzeć jak kolejne odcienie kolorów głaszczą miasto.

Pro tip: Warto ubrać się wygodnie, bo nie zawsze dojście tam jest wystarczająco komfortowe – może być konieczność przeskoczenia przez siatkę, ale warto.

Calle de la Gran Vista 96, 08032, Barcelona (Cataluña)

MONK: bar z wejściem przez sklep spożywczy
MONK to jeden z najbardziej intrygujących cocktail barów w Barcelonie, ukryty za niepozorną fasadą małego sklepu spożywczego w dzielnicy El Born.

Wejście samo w sobie jest częścią doświadczenia – aby dostać się do środka, trzeba przejść przez przestrzeń, która wygląda jak zwykły, miejski sklep, by następnie odkryć zupełnie inny świat za ukrytymi drzwiami. Wnętrze łączy neo-gotycką architekturę z nowoczesnymi instalacjami świetlnymi i klubową energią, a koktajle podawane są jak małe, sceniczne spektakle. Bar bywa zatłoczony, ale zachowuje swój magnetyzm – dopracowany, fotogeniczny i oparty na efekcie zaskoczenia, który zaczyna się już w chwili wejścia. Warto przyjść dla samego wejścia.

Calle de los Abaixadors 10, 08003, Barcelona (Cataluña)

Uczta w Jai-Ca
Każde miasto ma miejsca, które nie muszą niczego udowadniać.
Jai-Ca w Barcelonecie wygląda tak, jakby od kilkudziesięciu lat nic się tutaj nie zmieniło. I całe szczęście.
Przy małych stolikach lądują kalmary, anchois, grillowane owoce morza, krokiety, la bomby (rewelacyjne danie z ziemniaków) i zimne piwo. Obsługa porusza się w tempie, które dla nowych gości może wydawać się chaosem, ale ten chaos ma coś atrakcyjnego w sobie.

Na ścianach legendarne momenty ze sportowej historii FC Barcelony. Jest smak, jest duch, jest jakaś charyzma w tym miejscu. Warto przyjść głodnym, ale nastawić się na oczekiwanie na stolik – chyba, że ma się szczęście, to wtedy co innego.

Calle de Ginebra 13, 08003, Barcelona (Cataluña)

Plaça de Sant Just
Plac, przy którym czas się zatrzymał.
Kilka minut od gwarnej katedry znajduje się miejsce, które wygląda tak, jakby Barcelona zapomniała o nim przez ostatnich kilkaset lat. Na niewielkim placu stoi gotycka fontanna z 1367 roku – najstarsza nieprzerwanie działająca fontanna miasta. Woda płynie tu od ponad sześciu wieków i już sam ten fakt robi wrażenie. Według legendy, powstała dzięki Joanowi Fivellerowi, który podczas polowania odkrył źródło w górach otaczających Barcelonę.

Dziś wokół fontanny stoją stoliki kawiarni, dzieci biegają po kamiennym placu, a turyści najczęściej przechodzą obok nieświadomi, że właśnie minęli jedno z najstarszych żyjących miejsc Barcelony.

Generalnie warto stąd pójść dalej, ulicą Calle de Lledo, na której są ciekawe galeryjki i butiki z rękodziełem.

W czym najlepiej odkrywać Barcelonę?
Wygodne, letnie buty TOMS i lniane koszule wystarczą, aby czuć się komfortowo i elegancko.


Hospital de Sant Pau
Sagrada Família przyciąga uwagę. Sant Pau ją zatrzymuje.

Dawny szpital zaprojektowany przez Lluísa Domènecha i Montanera jest jednym z najpiękniejszych przykładów katalońskiego modernizmu. Pawilony połączone podziemnymi tunelami wyglądają bardziej jak pałacowe ogrody niż placówka medyczna.
Co najlepsze – tłumów jest tu nieporównywalnie mniej niż kilka ulic dalej.
To, co możemy zobaczyć, to i tak tylko część kompleksu, który oryginalnie był tutaj planowany. Można przypuszczać, że w takiej estetyce, ludzie o wile przyjemniej i szybciej wracali do zdrowia. 

Sagrady oczywiście nie opuszczamy, bo jest to spektakularny projekt, mimo, że współczesne elementy to masa betonu. Koniecznie trzeba wejść do wnętrza – nie ma takiej drugiej przestrzeni i zamysł Gaudiego warto zobaczyć od serca. Odwiedziny trzeba zaplanować dużo wcześniej (masa turystów = masa rezerwacji), pamiętając, że wnętrze wygląda zupełnie inaczej rano i zupełnie inaczej popołudniu przez kolory witraży, które różnią się w zależności od stron świata.

El Born i katedra ludzi morza
El Born to punkt obowiązkowy dla poszukiwaczy atmosfery miasta. Obecnie, szczególnie wieczorem, dzielnica stała się docelowym punktem dla imprezowiczów, ale mimo to, wciąż ma sporo uroku do odkrycia.

Dawniej była to najbardziej handlowa część Barcelony, zamieszkiwana przez kupców, rzemieślników i ludzi żyjących z morza.
W samym sercu dzielnicy stoi Santa Maria del Mar – kościół, który wielu mieszkańców uważa za najpiękniejszy w całej Barcelonie. Jego historia jest jednak znacznie ciekawsza niż sama architektura. Świątynia nie powstała dzięki królowi ani możnym tego świata. Zbudowali ją mieszkańcy El Born. Portowi tragarze, zwani bastaixos, przez lata nosili na własnych plecach ciężkie kamienie ze wzgórza Montjuïc na plac budowy. Ich wyrzeźbione postacie do dziś można odnaleźć przy wejściu do bazyliki.

W środku nie ma przepychu. Jest światło, przestrzeń i cisza, która skutecznie odcina od gwaru miasta.

Od kilku lat, w samym centrum dzielnicy zostało otwarte El Born Centre de Cultura i Memoria, w starej hali targowej, w którym można zobaczyć, jak ta dzielnica wyglądała w czasach rzymskich. Wykopaliska są fantastycznie wyeksponowane, wstęp jest bezpłatny, a całość bardzo przestronna.

Carrer de Blai
Mieszkańcy Barcelony wiedzą, że najlepsze wieczory zaczynają się od prostego planu: „chodźmy coś przekąsić”.
Na Carrer de Blai bary serwujące pintxosy stoją drzwi w drzwi. Bierzesz talerzyk, wybierasz to, co wygląda najlepiej, a na końcu ktoś liczy wykałaczki.
Prostsze być nie może.

Na koniec szlagier dla wytrwałych. Genialna restauracja przy-mercatowa. Casa Mari i Rufo. Nic nie napiszę więcej poza tym, że warto i pysznie. Tylko nie dajcie się zagadać kelnerowi, który wszystko wie i wszędzie już był. 

Calle de Freixures 11, 08003, Barcelona (Cataluña)

Barcelona I’m in love
Jedni powiedzą: za dużo turystów, za drogo, za gorąco i jeszcze łatwo o bycie okradzionym. Inni powiedzą: są miejsca, które potrafią wynagrodzić te niedogodności, które świadczą o tym, że Barcelona wciąż ma to coś.

Trzeba tylko to coś potrafić odnaleźć, albo przypadkowo, albo z delikatną pomocą.

 

Avatar photo

Lara

Żyje w słowach i między słowami. Aktywna, ale przede wszystkim sportowo. Wolny czas najchętniej spędza w kinie lub w podróży.

Przeczytaj inne artykuły