
Jednego można Włochom zazdrościć i wcale nie jest to klimat, a raczej wypracowany przez pokolenia sposób zarządzania relacjami, czasem i przestrzenią, który daje efekt włoskiego życia, jakie kochamy podglądać.
Toskania, Wenecja, Garda, Sycylia – to już wszyscy znają. A czemu nie przesunąć się w inną stronę? Może zacząć nie od początku, tylko od środka? Nie jest to takie trudne. Wystarczy polecieć do Perugii – słodkie, minimalne lotnisko – wypożyczyć samochód i po prostu niespiesznie pozwiedzać Umbrię.
W naszej podróży mamy symboliczne przystanki: oliwę, wino, rzemiosło, historię, spokój, tradycję i sztukę.
Trevi. Tam, gdzie oliwa wpływa na krajobraz
Trevi z zewnątrz i od wewnątrz wygląda spektakularnie. Wystarczy spojrzeć z murów na falujące wzgórza pokryte srebrzystymi gajami oliwnymi, by zrozumieć, dlaczego właśnie tutaj od wieków powstaje jedna z najlepszych oliw we Włoszech.
Jeżeli są miasta 15 minutowe, to Trevi wygląda na najwyżej 5 minutowe – oczywiście do przejścia, bo warto zostać tutaj chwilę dłużej, aby zarazić się włoskim zwolnienem czasu. Niby nic nie ma, a jednak jest bardzo dużo. Trevi to pigułka włoskości na najwyższym poziomie wtajemniczenia.


Montefalco. Wina gospodarza
Montefalco nazywane jest balkonem Umbrii. Z murów miejskich rozciąga się panorama obejmująca niemal całe zielone serce Włoch. Jednak prawdziwa historia tego miejsca zaczyna się w kieliszku.
To właśnie tutaj rodzi się Sagrantino – gęste, intensywne i wymagające cierpliwości, wino – podobnie jak samo Montefalco. Z placu na środku miasta cudownie po tym wszystkim schodzi się w dół uliczkami widząc w oddali. między domami krajobraz, głaskany zachodzącym słońcem.



Bevagna. Średniowiecze 2.0
Większość umbryjskich miasteczek rozsiadła się na wzgórzach. Bevagna jest wyjątkiem. Powstała na równinie, dzięki czemu zachowała bardziej spokojny, niemal prowincjonalny charakter.
Przez dwa tygodnie czerwca Bevagna cofa się do XIII–XIV wieku podczas Mercato delle Gaite. – otwierają się warsztaty dawnych rzemiosł, tawerny, ulice wypełniają mieszkańcy w historycznych strojach. Cztery dzielnice miasta (Gaite) rywalizują między sobą m.in. w odtwarzaniu dawnych zawodów, kuchni i zwyczajów – od produkcji papieru po kowalstwo i tkactwo. Historyczny album w realu.



Orvieto. Miasto nad i pod
Monumentalna katedra wywołuje dreszcze. Ma w sobie coś z misternego, niemal cukierniczego dzieła sztuki – fasadę pełną złota, kolorowych mozaik i rzeźbiarskich detali. Wystrzelona ku górze, sprawia wrażenie, jakby dosłownie skracała drogę do absolutu. Warto dać sobie chwilę, by powoli odkrywać jej symbolikę – najlepiej siedząc na kamiennej ławce pod domami po drugiej stronie placu i pozwalając, by kolejne detale układały się w całość.



Orvieto ma jednak także drugi poziom – ten ukryty pod powierzchnią. Pod miastem znajduje się labirynt ponad tysiąca wykutych w tufie pomieszczeń, studni i korytarzy. Przez wieki mieszkańcy drążyli skałę, tworząc pod ulicami drugi świat. To właśnie ta podwójna natura – miasto skierowane jednocześnie ku niebu i głęboko zakorzenione w ziemi – sprawia, że Orvieto należy do najbardziej fascynujących miejsc środkowych Włoch.


Niezwykłym symbolem tej podziemnej historii pozostaje Studnia św. Patryka (Pozzo di San Patrizio). Powstała w XVI wieku z polecenia papieża Klemensa VII, który po ucieczce z Rzymu do Orvieto chciał zabezpieczyć miasto na wypadek oblężenia.
Studnia ma ponad 50 metrów głębokości, a jej wnętrze składa się z dwóch niezależnych spiralnych ciągów schodów. Dzięki temu zwierzęta transportujące wodę mogły schodzić na dół jedną drogą i wracać drugą, bez konieczności mijania się. Światło wpadające przez 72 okna tworzy niezwykłą perspektywę – stojąc na dole, można odnieść wrażenie, że patrzy się w stronę nieskończoności.
Studnia św. Patryka stała się z czasem nie tylko symbolem renesansowej inżynierii, ale również częścią włoskiego języka. Wyrażenie „essere il pozzo di San Patrizio” oznacza coś, co zdaje się nie mieć końca – niewyczerpane źródło wydatków, wysiłku lub zasobów. Trudno o bardziej trafną metaforę dla samej konstrukcji, która wymagała lat pracy, ogromnych nakładów i niezwykłej ludzkiej pomysłowości.
Todi. Dobre życie
Todi jest opowieścią o proporcji. O tym, że piękno nie zawsze musi być spektakularne, a dobre życie często kryje się w codziennych rytuałach. Todi od lat kojarzone jest z ideą dobrego życia – w czym wygrywa ogólnokrajowe rankingi. Nie przez spektakularne atrakcje, lecz przez harmonię. To miejsce, które przypomina, że prawdziwy luksus nie zawsze oznacza więcej. Czasem oznacza dokładnie tyle, ile potrzeba.


Gubbio. Wiadomość w kamieniu
Gubbio sprawia wrażenie miasta, które niewiele zmieniło się od kilkuset lat. Wąskie uliczki, masywne kamienne domy i surowa architektura nadają mu wyjątkowy charakter.
15 maja w przeddzień święta patrona miasta, św. Ubalda, odbywa się Corsa dei Ceri – szalony bieg przez miasto pod górę do bazyliki Sant’Ubaldo na Monte Ingino. Same „Ceri” to trzy ogromne konstrukcje zwieńczone figurami: św. Ubalda, św. Jerzego i św. Antoniego Opata. Niosą ją ceraioli – mieszkańcy Gubbio, dla których to nie jest pokaz, ale część rodzinnej tożsamości.
Tradycja przetrwała wojny, zmiany granic i rozwój turystyki. Nadal pozostaje przede wszystkim świętem mieszkańców.
Miasto jest bardzo zadbane i po prostu urokliwe. Zgubić się w Gubbio to prawdziwa przyjemność.






Urbino. Renesans spokoju
Choć administracyjnie leży już w regionie Marche, trudno pominąć Urbino podczas podróży po środkowych Włoszech.
To właśnie tutaj urodził się Rafael, a dwór księcia Federico da Montefeltro (jego charakterystyczny profil można zobaczyć wszędzie w Urbino) stał się jednym z najważniejszych ośrodków renesansowej Europy. Urbino to nie Florencja. Zachwyca proporcjami i atmosferą miasta, w którym sztuka od wieków jest naturalnym elementem codzienności.
Perugia. Ora et labora
Na koniec warto spędzić chwilę w Perugii. To już prawdziwe miasto.
Ciekawym miejscem jest benedyktyński klasztor Abbazia di San Pietro, który nie stał się martwym zabytkiem – nadal jest miejscem nauki, pracy i odkrywania świata. Włosi nie zatrzymują czasu, zamykając przeszłość w muzeum. Oni pozwalają jej dalej funkcjonować. Tysiąc lat po tym, jak mnisi przepisywali księgi i uprawiali ziemię, w tych samych murach studenci badają przyszłość rolnictwa. ‘Ora et labora’ (módl się i pracuj) benedyktynów zamieniło się trochę w ‘studia et labora’ – nauka i praca.
W sercu opactwa znajduje się Basilica di San Pietro – jedna z najważniejszych świątyń Perugii, pełna dzieł sztuki, które przez wieki gromadzili benedyktyni. W jej wnętrzu można odnaleźć prace mistrzów renesansu, m.in. Perugina i Rafaela, a drewniany, misternie rzeźbiony chór zakonny należy do najcenniejszych tego typu dzieł we Włoszech. Za chórem jest balkonik na który można wyjść i zobaczyć kolejne ujęcie umbryjskiego krajobrazu.
Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że dzisiejsza bazylika stoi na miejscu o wiele starszym niż jej średniowieczne mury. Pod kompleksem San Pietro zachowały się ślady dawnych struktur sakralnych związanych z pierwszym chrześcijaństwem Perugii – tradycja wskazuje to miejsce jako jedno z najstarszych centrów kultu w mieście, sięgające pierwszych wieków chrześcijaństwa. To kolejna warstwa historii Umbrii: świątynia zbudowana na śladach wcześniejszej świątyni, klasztor zamieniony w uniwersytet, przeszłość, która zamiast zniknąć, po prostu dostała nowe życie.






Zanzary kontra Elektro Spiro
Chociaż tyle, że jest coś czego możemy Włochom nie zazdrościć. To włoskie komary – niby jakieś mniejsze, bezszelestne, inne od naszych, ale bardzo skuteczne w psuciu wieczorów na świeżym powietrzu i stresujące podczas snu. Co ciekawe, Włosi wcale nie są zwolennikami moskitier w oknach, dlatego dla komarowych przysmaków z Polski pozostaje czujność w walce z niewidzialnym wrogiem i nucenie Elekro Spiro kontra Zanzara Maanamu (z 1983 roku) bez konieczności rozumienia symbolicznego przesłania Kory…
“W tej walce nigdy nie ma zwycięzcy
Zanzara noc rozpościera
Elektro Spiro kontra Zanzara
Elektro Spiro kontra Zanzara”
Słuchajcie i ruszajcie do Umbrii póki udaje się jej zatrzymywać dla Was czas.





