Przeczytasz w 3 min 23 lis 2023

Martyna Zachorska: I kto tu jest głupią blondynką?

tekst: Martyna Zachorska
Przeczytasz w 3 min

Za oknami szaro, buro i ponuro. Nic, tylko spakować walizki i udać się w jakąś egzotyczną podróż. A jeśli nie mamy takiej możliwości? Pozostaje nam literatura i show-biznes – dwie największe ostoje eskapizmu człowieka XXI wieku – bez względu na to, czy do tej drugiej się przyznajemy publicznie, czy też nie.

A że ostatnio dwie największe gwiazdy mediów lat dwutysięcznych uraczyły nas swoimi wydanymi w formie książek wspomnieniami, możemy połączyć jedno z drugim i, czytając, przenieść się w różowy świat blichtru, bogactwa i bezproblemowego życia. A przynajmniej tak nam się często wydaje.

Mowa oczywiście o autobiografiach Britney Spears („Kobieta, którą jestem”, Wydawnictwo WAB) i Paris Hilton („Paris. Autobiografia”, Wydawnictwo Prószyński i Spółka). Kobiety, które wyznaczały trendy pierwszej dekady XXI wieku i które nie schodziły z nagłówków tabloidów i raczkujących wówczas plotkarskich portali. Obiekty kpin i wszechobecnego seksizmu. Minęło dwadzieścia lat, żebyśmy mogli poznać ich prawdziwe historie, opowiedziane przez nie same, niezapośredniczone przez chcących na nich zarobić obecnych czy byłych bliskich i nieprzefiltrowane przez drwiącą z młodych kobiet popkulturę każącą widzieć w nich tylko pustogłowe obiekty seksualne.

Britney i Paris korzystają ze zmian, które przeszliśmy jako społeczeństwo. W końcu dopuściliśmy do głosu kobiety (chwilę wcześniej skorzystała z tego inna ikona lat 90. i 00., Pamela Anderson) i, przynajmniej na poziomie deklaratywnym, wierzymy im.

No właśnie, głos. Paris Hilton po raz pierwszy przemówiła własnym głosem…nie tylko metaforycznie, ale też dosłownie. Okazało się bowiem, że słynny „sexy baby voice”, który był jej znakiem rozpoznawczym przez ponad dekadę, wcale nie stanowił naturalnego brzmienia Paris. Tak naprawdę jej głos jest dużo niższy, a ton „słodkiej idiotki” był wyćwiczony i od początku do końca zaplanowany, podobnie jak cały wizerunek Hilton.

„Czuję, że cały świat jest przekonany o tym, że mnie zna, ponieważ grałam tę postać tak długo” – powiedziała w filmie dokumentalnym „This is Paris”. Cały świat nabrał się na tę kreację, a miliony ludzi uważających się za nieprzeciętnie inteligentnych (i przez to lepszych od, dajmy na to, fanek Paris) łyknęło strategię marketingową Hilton. To kto tu jest nadzwyczajnie inteligentny, pozwolę sobie zapytać? Nie oczekuję odpowiedzi. Jak mawia klasyk „nie wiem, lecz się domyślam”.

Kreacja Paris stanowiła też odskocznię od jej problemów. Dziedziczka fortuny doświadczyła przemocy fizycznej i seksualnej w szkole z internatem dla „nastolatek z problemami”, potem zaś do sieci wyciekła seks taśma z jej udziałem. Kiedy to się stało, celebrytka była mieszana z błotem i wyzywana od najgorszych, podczas gdy jej ówczesny chłopak, Rick Salomon, nie doświadczył żadnego rodzaju publicznego zawstydzania.

I tu płynnie przechodzimy do Britney, która zawsze była obiektem zawstydzania. Seksualizowano ją od najwcześniejszych lat kariery. W wywiadach pytano ją o dziewictwo, a żona gubernatora stanu Maryland oświadczyła w mediach, że „gdyby mogła, zastrzeliłaby Spears” za jej „zły wpływ na dzieci”. Sama piosenkarka wielokrotnie zwracała uwagę na podwójne standardy w ocenie mężczyzn i kobiet w show-biznesie. Była obiektem seksistowskich uwag, a jej koledzy z boys bandów nie, mimo że ruszali się prowokująco czy zmieniali dziewczyny jak rękawiczki. Rozstała się z Justinem Timberlakiem – na wizji dociekano, „dlaczego tak bardzo go skrzywdziła?”, mimo że – jak dowiadujemy się z książki – wielokrotnie ją zdradzał i namówił na aborcję.

Wspomnienia Britney to świadectwo brutalności lat zerowych, dzikiego zachodu plotkarskiej prasy. Czasów, które (mam nadzieję!) nigdy nie wrócą, bo jesteśmy dziś w zupełnie innym miejscu, jeśli chodzi o wrażliwość i świadomość istotności zdrowia psychicznego. Chyba już w żadnym medium nie zobaczymy odliczanki do dnia śmierci gwiazdy (a strona „When is Britney going to die?” istniała około 2007 roku) i nie usłyszymy, jak na konferencji prasowej dziennikarz w średnim wieku zadaje siedemnastolatce pytanie o to, czy uprawia seks.

I to chyba jest puenta dowodząca tego, że te historie nie kończą się szaro, buro i ponuro.

Martyna Zachorska – Popularyzatorka nauki i literatury. Autorka książki „Żeńska końcówka języka”. Magistra filologii angielskiej, absolwentka Wydziału Anglistyki UAM. Tłumaczka pisemna i konferencyjna szkolona w Dyrekcji Generalnej ds. Tłumaczeń Komisji Europejskiej.

Obecnie doktorantka na kierunku językoznawstwo w Szkole Doktorskiej Nauk o Języku i Literaturze UAM.

Przeczytaj inne artykuły