Przeczytasz w 6 min 11 gru 2023

Alex Jaskółowska: O byciu nieświadomie uprzywilejowanym

tekst: Alex Jaskółowska
Przeczytasz w 6 min

Czy zastanawiasz się czasem nad tym, że jesteś w 10 proc. najbardziej uprzywilejowanych mieszkańców całej planety? A 90 proc. ludzkości ma gorzej niż Ty? Praktycznie w każdym obszarze życia, od dostępu do informacji, leków, edukacji poprzez bezpieczeństwo i możliwości rozwoju.

Wiele mówi się o tym, że podróże kształcą. Stało się to wręcz powiedzeniem – wytrychem, powielanym tak często, że chyba nikt już nie zastanawia się, co to właściwie znaczy. Każdy kto podróżuje powie wam, że podróże uczą tolerancji i otwartości. I jest to prawda. Ale mało kto pomyśli wtedy o swoim kraju. Bo o podróżach mówi się w kontekście uczenia się o kulturach i miejscach, których nie znamy. Czy możliwe jest zatem, że podróż uczy nas również doceniać miejsce, w którym się wychowaliśmy?

Kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam z Polski na dłużej, miałam poczucie, że teraz to dopiero będzie się działo! O życiu za granicą naturalnie nie miałam pojęcia. Moje wyobrażenia były nacechowane opowieściami innych, książkami czy filmami. Ale historie przygód to jedno, a normalne funkcjonowanie i stworzenie sobie „domu” w nieznanym kraju, to już inna bajka. O tym nikt mi nie powiedział.

Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma?

To normalne, że o miejscach o których nic nie wiemy, a które chcielibyśmy odwiedzić, mamy trochę wyidealizowane mniemanie. Przecież powiedzenie „wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma” nie wzięło się znikąd. Im coś jest dalej od naszego kraju, tym wydaje się ciekawsze, łatwiejsze, a nawet bardziej kolorowe. I nie ma w tym nic złego, dopóki mamy kontrolę nad naszą wyobraźnią. Łatwo jest myśleć, że inni mają lepiej, bo u nich to nie ma takiej zimy, podatki są mniejsze i więcej się zarabia. Ale umówmy się, co my o tym wiemy z pozycji często tysięcy kilometrów? Ano wiemy tyle, co nic.

Ile to już słyszałam historii i agitacji pod tytułem: „Stany są fajniejsze, niż Polska, łatwiej się tam żyje, ludzie się tacy otwarci, ogólnie wszystko lepiej”. Na pytanie: „A ile czasu tam spędziłeś?”. Wtedy słyszałam: „Noo…byłem tydzień w Nowym Jorku”. Bywa też tak: „Egipt jest rewelacyjny. Mam depresję po powrocie do kraju. Wszystko tu jest szare i beznadziejne, a tam to jest dopiero życie”. Powiedział wczasowicz po 10 dniach all-inclusive w jednym z tysiąca hoteli.

Wystarczy zatem kilka dni w innym kraju i już zaczyna się litania o tym, że w domu to słabo, brzydko, pogoda nie ta, a pani w sklepie jakaś taka niemrawa. Słowem hate, żal i narzekactwo. W takich sytuacjach przychodzi mi do głowy tylko jedno pytanie: „Co Ty właściwie możesz wiedzieć o życiu poza Polską, skoro nigdy tego nie doświadczyłeś?”. Tydzień w Nowym Jorku, wakacje w Egipcie, czy nawet dłuższa podróż po Azji Południowo-Wschodniej to nie jest codziennie życie, tylko życie podróżnika lub turysty. A ono jest w wielu aspektach iluzją codzienności.

Nie trzeba znaleźć mieszkania na kilka miesięcy, wynegocjować dobrej umowy, płacić rachunków, podłączać Internetu, użerać się z urzędnikiem w państwowej instytucji, znaleźć dobrego lekarza, ubezpieczyć samochód lub zająć się jego naprawą, bo nagle się rozkraczył, itd. Zwykłe sprawy, a jednak niezwykłe.

Mieszkałam już w wielu krajach o absolutnie odmiennej kulturze, innym sposobie załatwiania spraw i wierzcie mi, że nie ma kraju idealnego. W każdym znajdzie się coś co drażni, utrudnia i sprawia, że stracimy czas. Gdzie się nie pojedzie, ludzie narzekają dokładnie na to samo.

I nie mają świadomości, że…

Bycie uprzywilejowanym we współczesnym świecie to koncepcja o wiele głębsza, niż nowe autostrady.

Podczas podróży do Kenii miałam możliwość rozmowy z jednym z lokalnych biznesmenów. Zapytałam go jak to jest mieszkać w willi wartej kilka milionów dolarów, kiedy tuż za jej murami biegają bose dzieci, których nie stać na buty. Wystarczyłoby kilka procent jego majątku, aby zadbał o swoje najbliższe otoczenie. Odparł jednak zdumiony, że przecież te dzieci to „nie są ludzie”, bo są przecież z „gorszych” plemion.

Od początku istnienia filozofii, zaczynając od etyki Sokratesa, poprzez doktryny Chrześcijaństwa oraz Humanizmu, Europa doszła do konkluzji, że jako ludzie jesteśmy sobie równi i każdy człowiek jest ważny. Jednak dopiero podróżując po świecie możemy zauważyć, że to nie jest oczywisty i powszechny pogląd. W Polsce nikt nie gardzi osobą, która przyjechała np. z Bytomia do Poznania i nie uważa jej za „podkategorię człowieka”, który nie zasługuje na jedzenie lub buty.

Jednak nie dla całego świata równość jest powszechną ideą

Pamiętam swój koszmarny marsz po skąpanym w upale Vientian (Laos), kiedy zarażona dengą szukałam kliniki, w której ktoś mógłby podać mi dożylnie ibuprofen. Drzwi jednej z nich były otwarte. Cała grupa lekarzy i pielęgniarek przywitała mnie przy wejściu. Ale było już po godz. 16, a oni skończyli przecież pracę… Widząc, że ledwo stoję na nogach mając ponad 40 stopni gorączki bez mrugnięcia okiem kazali mi wyjść, bo teraz piją herbatę. Dopiero dosłownie doczołganie się do gabinetu zabiegowego przy francuskiej ambasadzie zaowocowało natychmiastową opieką medyczną. Humanizm. Życie człowieka jako najwyższa wartość. To też nie jest oczywiste i urodzenie się w kraju o takim paradygmacie jest PRZYWILEJEM.

Podczas swojego pobytu w Kolumbii miałam okazję posłuchać o jej codzienności od mieszkańców. Szacuje się, że ok 50 proc. społeczeństwa tego kraju mieszka poza tym, co możemy nazwać współczesną cywilizacją. Nie mają dostępu do bieżącej wody, kanalizacji czy prądu, nie mówiąc już o innych udogodnieniach. Stojąc w centrum miasta obok pięknej biblioteki widać wzgórza oddalone o kilka kilometrów, gdzie mieszkają niepiśmienni ludzie, dla których żarówka w domu jest niedostępnym marzeniem.

Szacuje się, że ok. 10 proc. mieszkańców Ameryki Południowej w ogóle mieszka poza znaną nam cywilizacją. Nie ma żadnego dostępu do szkół, opieki medycznej, dróg czy czegokolwiek co możemy nazwać strukturą administracyjną państwa. Większa część z nich nie jest nawet oficjalnie zarejestrowana. Na obszarach tych panują gangi, które całkowicie podporządkują sobie lokalną społeczność. To nie jest kilkaset osób, ale ok. 40 milionów (szacunki ONZ).

My w Polsce takich różnic nie mamy. Mieszkaniec np. Zduńskiej Woli ma taki sam dostęp do prądu, wody, telefonu czy Internetu jak osoba zamieszkała w Śródmieściu Warszawy. W ujęciu globalnym to nie jest standard.

Nadal czujesz, że inny mają lepiej?

Przyjrzyjmy się zatem statystyce. Średni poziom dochodu na mieszkańca Polski to ok. 18 tys. zł. Nawet zarabiając minimalną krajową, tj. 2,784 zł netto miesięcznie, jesteś w 10 proc. najbogatszych ludzi na całej planecie. Większość społeczeństwa ma dostęp do prądu i wody. Polskie miasta są jedynymi z najczystszych w Europie. Zasięg telefonii komórkowej pokrywa większą część kraju. Według Global Peace Index Polska jest jednym z 30 najbezpieczniejszych państw na świecie tuż obok Norwegii czy Szwecji. Od trzech dekad sukcesywnie gonimy najbardziej rozwinięte kraje na świecie pod względem praktycznie wszystkich wskaźników rozwoju społecznego i gospodarczego.

Jeśli ktoś powie mi, że w Polsce jest ciężko, bo mało płacą, to niech spróbuje utrzymać się w Kambodży. Jeśli ktoś narzeka, że urzędy nieudolne i kolejki, to niech spróbuje załatwić cokolwiek we Włoszech, gdzie konto bankowe zakłada się trzy miesiące. A może ponarzekamy na nieudolny rząd? Zapraszam do Ameryki Południowej i ich wywrotowego stylu rządzenia.

Łatwo jest narzekać z pozycji turysty, który jedzie za granicę na chwilę, żyje w utopii, bo oczywiście pojechał w sezonie z najładniejszą pogodą, wszyscy nadskakują (bo na tym zarabiają) i jest to przerwa od codzienności. A już w ogóle łatwo jest snuć teorie, gdy pochodzi się z bogatego i wysoko rozwiniętego kraju. Łatwo zapomnieć, jak wiele mamy powodów do zadowolenia i docenienia.

Czy uważam, że Polska jest najlepszym krajem do życia?

A skąd! Ale ma wiele zalet, które nauczyłam się doceniać z czasem. Im więcej podróżowałam, im częściej zaczynałam układać sobie życie za granicą od nowa, tym bardziej rozumiałam, co mój kraj ma do zaoferowania. Kiedyś psioczyłam pod nosem, bo kolejka do lekarza za długo, a jesień i deszcze przyszły za szybko. Aż pewnego dnia przestałam.

Jak zatem podróże wpływają na stosunek do własnego kraju? Przede wszystkim uczą pokory do „wielkiego, wspaniałego świata”, bo nagle okazuje się, że nie ma kraju idealnego, najwygodniejszego, czy bez wad. Okazuje się, że może być gorzej, a narzekanie na swój kurnik staje się bezpodstawne i naiwne, bo kolejka w urzędzie to nie jest prawdziwy problem, a większość świata dałaby bardzo dużo, by mierzyć się z takimi problemami codzienności.

Docenienie własnego kraju to jedna z największych i najważniejszych lekcji pokory i dojrzałości, jaką dały mi podróże. I jestem wdzięczna za to, że potrafię teraz odróżnić iluzję od rzeczywistości. Nigdy bym się tego nie nauczyła, gdybym nie wyjechała. I wiecie co? To się zapomina! Co jakiś czas potrzebny jest taki wyjazd, żeby zmienić perspektywę i trochę się otrzeźwić.

Dobrostan i docenienie tego, co mamy, zaczyna się w głowie.

Alex Jaskółowska – podróżniczka, blogerka, autorka książek. Prowadzi międzynarodowy blog o podróżach: Travel and Keep Fit. Odwiedziła ponad 100 krajów na 6 kontynentach. Z wykształcenia jest psychologiem społecznym. Studiowała i pracowała naukowo m.in. w Korei Południowej, Japonii, Australii, Stanach Zjednoczonych i Włoszech.

Wierzy w to, że podróżowanie jest jednym z najlepszych sposobów, żeby poznać siebie i innych ludzi, a także nauczyć się, że istnieje więcej niż jeden model na życie.

Przeczytaj więcej tekstów Alex Jaskółowskiej na blogu Travel nad Keep Fit.

Przeczytaj inne artykuły