Miasto z tezą

Filip Springer
|
01 sierpnia 2022
|
Przeczytasz w 4 min
Przeczytasz w 4 min
Przeczytasz w 4 min

Lubię czasem wymyślić sobie totalnie wykręconą tezę na temat jakiegoś miasta, a potem sprawdzić czy da się ją udowodnić przy pomocy aparatu fotograficznego.

Czy Słupsk leży nad morzem?

Na przykład, że Słupsk jest nad morzem. Wiadomo, że nie jest, ale kiedyś Daniel Odija, świetny pisarz, który tam mieszka powiedział mi, że nie mógłby żyć gdzie indziej, bo on musi mieć morze pod domem. Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Kulki zderzyły mi się chwilę później. Bo z tego jego Słupska do nadmorskiej Ustki to jest prawie dziewiętnaście kilometrów drogą krajową numer 21. Spory kawałek, który wyklucza beztroski spacer. Podjąłem jednak wyzwanie. Bo skoro ktoś taki, jak Odija mówi mi, że Słupsk jest nad morzem, to ja to przyjmuję bez dyskusji. Cały następny dzień spędziłem więc na szukaniu dowodów tej przedziwnej tezy. Znalazłem: jacht pełnomorski zaparkowany na lawecie w jednym ze śródmiejskich podwórek, mural z widokiem morza na szczycie kamienicy, wrzeszczące mewy w parku, miniaturowe modele okrętów w regionalnym muzeum, wiatr – dużo wiatru, pomnik marynarza i zatarte na elewacji starego urzędu niemieckie napisy jakiejś morskiej delegatury czegośtam.

Da się? Owszem.

Można też po prostu wjechać windą na ostatnie piętro najwyższego budynku w mieście i popatrzeć na północny – zachód. Po dobie łażenia po Słupsku miałem w aparacie solidny zestaw fotografii potwierdzających słowa Daniela Odiji, że jego ukochane miasto w sumie to leży nad tym morzem.

Od ogółu do szczegółu

Tamtego dnia wiele się nauczyłem i zacząłem używać tej metody częściej. W Siedlcach zapytałem kiedyś licealistów na spotkaniu autorskim jaki kolor ma ich miasto. Odpowiedzieli mi na żółtych karteczkach, które przyniosłem ze sobą. A potem przez cały dzień fotografowałem tylko ten kolor. Już nie pamiętam nawet jaki to był – to zresztą nie ważne, bo chodziło tylko o to, żeby się przestroić z odbierania ogólnego, na szczegółowe.

Jak fotografować miasto?

W Zamościu przeczytałem hasło promocyjne miasta – wtedy brzmiało ono „Zamość – miasto idealne”. Chodziłem więc po ulicach i placach i pytałem co też w Zamościu jest idealnego – jeden starszy pan zaprezentował mi z dumą swoją stojącą u jego boku żonę. Zgodziła się nawet na zdjęcie. Czasami na warsztatach fotograficznych, które prowadzę każę uczestnikom zrobić takie zadanie – przejdźcie tą ulicą i sfotografujcie tylko trójkąty, albo odbicia. Przychodzą po dwóch kwadransach z oczami jak spodki.

Bo w fotografowaniu nie zawsze chodzi o same zdjęcia. Czasami proces fotografowania i dostrzegania rzeczy wcześniej niewidzialnych jest ważniejszy i daje więcej satysfakcji.


Porada:
Fotografuj przez godzinę tylko to, co masz pod stopami, napisy na murach, ludzi tyłem, psy czekające przed sklepami na swoich właścicieli, chmury w odbiciach sklepowych witryn. Kluczem do rzeczywistości może być naprawdę cokolwiek. Chodzi o pretekst, który zmusi Cię do skupienia się na konkretnym detalu.
A potem wrzuć zdjęcia na Insta, otaguj #mikrowyprawy_pl i oznacz @answear
Do wygrania hulajnogi elektryczne spersonalizowane przez artystyczne dusze czyli Magdalenę Marchocką – projektantkę graficzną, ilustratorkę książek, twórczynię animacji oraz Karola Męczarskiego – streetartowca i twórcę streetwearowej marki THE+UNA

Fot. Filip Springer

O autorze artykułu:

Filip Springer – reportażysta i fotoreporter, autor 8 książek i niezliczonej liczby publikacji m.in.na łamach Polityki, Pisma, Vogue, Przekroju… Tłumaczy architekturę, kolekcjonuje wizualne absurdy, relacjonuje polski krajobraz.