Opowieści o siostrzeństwie

Barbara R.
|
22 września 2022
|
Przeczytasz w 6 min
Przeczytasz w 6 min
Przeczytasz w 6 min

Wszechmocne – bohaterki dnia codziennego, otaczają się i żyją wśród innych Wszechmocnych, tworząc wokół siebie siostrzaną więź. Działając razem i wspierając się, udowadniają, że mają moc. 

Dlaczego potrzebujemy siostrzeństwa?

Siostrzeństwo. Choć słowo to krytycy uznają za wyświechtane, nadal jest niedoceniane, a bardzo potrzebne. Nie jest to modne i puste hasło – za stostrzeństwem kryją się ludzie, emocje, wartości… Kobiety nie żyją w próżni, a siła każdej Wszechmocnej opiera się na wsparciu i współdziałaniu z innymi Wszechmocnymi. Musimy  promować postawę siostrzeństwa, starając się, aby głęboko zakorzeniła się w naszym społeczeństwie. Z kilku zresztą powodów. Po pierwsze, warto iść ze sobą ramię w ramię i razem walczyć o cele i ideały, które dotyczą większości kobiet. Po drugie – tylko kobiety są w stanie zrozumieć inne kobiety. Nie podcinajmy sobie nawzajem skrzydeł, wspierajmy się, choćby miłym słowem i bądźmy dla siebie wyrozumiałe. Zamiast zakorzenionej mocno w patriarchacie rywalizacji – współdziałajmy i zjednoczmy się w naszej wszechmocy.

Siostrzeństwo to także ważny aspekt specjalnej kolekcji Answear.LAB SHERO, powstałej z okazji organizowanego przez serwis WP Kobieta plebiscytu #Wszechmocne.



Aga Korsak o tym, jak ważne jest siostrzeństwo, wzajemne wsparcie i wiara we własne możliwości

Z siły siostrzeństwa i wzajemnego wsparcia zdaje sobie sprawę Aga Korsak – feministka i twórczyni marki Answear.LAB. Aga zasiada także w jury plebiscytu #Wszechmocne, które już niebawem wybierze najbardziej inspirujące bohaterki – laureatki projektu.

Dokończ zdanie: jesteś wszechmocna, bo…? 

A właśnie, nie wiem, czy jestem wszechmocna, ale mam moc :) Żeby przeżyć życie jako szczęśliwy, spełniony człowiek. Ja czuję swoją moc, bo wiem, jaką mam wartość, jakie mam talenty, jak potrafię z nich korzystać. Jestem pełna miłości, empatii i żadne złe słowa złych ludzi nie mogą tego zmienić.

W ramach plebiscytu dużo mówicie o tym, że kobiety powinny się wspierać, iść ramię w ramię. Wierzysz w siostrzeństwo? W jakiej formie powinno się ono przejawiać?

Wierzę w siostrzeństwo, bo wierzę w pragmatyzm. Potrzebujemy siebie nawzajem, żeby kruszyć beton, w którym żyjemy. Tu chodzi o zmianę norm, reguł i świata, który urządzony jest przez mężczyzn – dla mężczyzn. Bez wzajemnego wsparcia i współpracy będziemy tylko dostawać karty, które ktoś rozdaje. My się głównie musimy nauczyć, jak być siostrami, jak siebie nawzajem doceniać i wspierać. Jak okazywać szacunek nie tylko tym, które odnoszą sukcesy w „męskim klubie”. Bez tego będziemy tylko rywalkami w kolejce do owego klubu.

Żeby lepiej urządzić się w świecie nie potrzebujemy wzajemnej rywalizacji, tylko szacunku, akceptacji, czułości i solidarności z drugą kobietą. Przyczyną nieznajomości znaczenia siostrzeństwa jest panujący wciąż patriarchat i wychowanie w atmosferze rywalizacji, a nie współdziałania. Według tego, co często pokazują media czy wtłacza do głów dzieciom i młodzieży współczesna szkoła, kobiety powinny ze sobą rywalizować i to nawet nie o dobrą pracę, ale o mężczyzn – takie są schematy kulturowe narzucane kobietom.

Co jeszcze możemy zrobić, aby kobiety nie traciły pewności siebie, coraz śmielej działały w biznesie i wreszcie przebiły ten szklany sufit?

Może trzeba się też zastanowić, co nas blokuje: szklany sufit, czy lepka podłoga, która nas powstrzymuje przed opuszczeniem strefy komfortu. Nie ulega wątpliwości, że mężczyźni zbudowali i budują szklane sufity, lepkie podłogi i przeszkody, na których utykają kobiety. Ale w dużej mierze współczesne kobiety, poprzez swoją bierność, uległość, brak solidarności i kurczowe trzymanie się pozornie bezpiecznych pozycji, pozwalają na to, aby bezkarnie ten stan można było utrzymywać. To, co zaburza całą moją wiarę w idee siostrzeństwa i w kobiety, to kiedy kobieta mówi, „jestem niezależna, ale nie jestem jakąś tam feministką”. I ja nie wiem, czy to głupota, czy ignorancja. Zastanawiam się, na ile ta kobieta nie rozumie, że gdyby nie walka – często zakończona torturami i śmiercią – sufrażystek czy feministek, nie byłaby teraz niezależna. Jak można korzystać ze zdobytych przez sufrażystki i feministki praw i nie być feministką? Dla przypomnienia, w Polsce dopiero od 1946 r. kobieta miała prawo do posiadania odrębnego majątku i własnego konta w banku.

Moim zdaniem podstawą zmian jest współpraca, empatia i uważność. Na co dzień często nie zauważamy swoich sukcesów, nie potrafimy się docenić, nie umiemy same siebie pochwalić. Nie mam tu na myśli przechwałek medialnych, pustych nagród , czy nic nie znaczących deklaracji, bo to możemy obserwować na co dzień, tylko rzetelne rozliczenie się ze sobą. Wewnętrzne poczucie integralności, pozwoli nam na nienaruszalną pewność siebie, to jest naszym najlepszym sojusznikiem w drodze po własny sukces.

Z okazji plebiscytu #Wszechmocne Answear.LAB stworzył kolekcję SHERO. Zdradzisz nam jej kulisy? Skąd czerpałaś inspiracje?

Jesteśmy zespołem, który się nawzajem inspiruje. Po raz kolejny robimy kolekcję o sile kobiet, wiec chyba powtórzę, co to dla nas znaczy. Jakkolwiek wiele z nas ma trochę dosyć określenia „silna kobieta”, bo kojarzy nam się ono z bardzo zaradną, zapracowaną osobą, która wiecznie dźwiga ciężary życia, to jednak ja lubię to określenie, chociaż definiuję je po swojemu. Dla mnie silna, czyli „Wszechmocna” kobieta to ktoś, kto wierzy w siebie i we własne możliwości, pomimo trudnych sytuacji – nie traci wiary. Kobieta, która potrafi wyciągnąć lekcje ze swoich porażek, potrafi się po nich w swoim tempie pozbierać, nie boi się ryzyka. Zostawia przeszłość w przeszłości i akceptuje ją taką, jaką była. Żyje uważnie teraźniejszością i planuje przyszłość. Daje sobie prawo do popełniania błędów i świadomie rezygnuje z poczucia winy. Dba o swoje potrzeby, jasno je wyraża i słucha swojej intuicji. Daje sobie prawo do różnych emocji, do ich wyrażania i przeżywania. Ma jasno sprecyzowane wartości i kieruje się tym, co dla niej ważne. Daje sobie prawo do bycia wrażliwym człowiekiem. „Wszechmocna”  kobieta rozwija się, czyta, słucha, jest uważna, zdobywa wiedzę, jest otwarta na nowe, pojawiające się szanse i możliwości. Słucha swojego ciała, lubi je i dba o nie. Wie, że tylko dzięki niemu może w pełni odczuwać emocje, doświadczać miłości i realizować swoje pragnienia. Taka kobieta nie porównuje się, nie rywalizuje, lecz idzie własną droga do wytyczonych przez siebie celów, w odpowiednim dla siebie tempie.  Stanowczo wyznacza granicę tym, którzy próbują ją przekroczyć. Potrafi odejść od niesprzyjających jej relacji. Wie, że tylko szanując samą siebie, może oczekiwać szacunku od innych.

Kim w takim razie jest dla Ciebie SHERO?

Mam wiele takich bohaterek, najważniejsza jest dla mnie moja córka, która samodzielnie rozbiła już ów szklany sufit i jest najbardziej zintegrowaną osobą, jaka znam, ma wszystkie cechy silnej kobiety, które wymieniłam. Jest też moją największą życiową inspiracją. Shero to też dla mnie rożne kobiety, które spotykam na swojej drodze. Pani Danusia, opiekująca się chorym mężem; Iga, która wyremontowała młyn; Asia, która realizuje swoje pasje i nigdy się nie poddaje; Sylwia, której rzeźby zapierają dech… wymieniając można bez końca.

Działasz w branży modowej od 20 lat. Czy to świat przyjazny kobietom?

Bardzo filozoficzne pytanie :) Wszystko zależy od ludzi, na jakich trafisz, czasem są to otwarte głowy, pełne pasji i talentów, wówczas praca jest przyjemnością. To jest bardzo symptomatyczne w branży modowej, gdzie spotykają się głównie ludzie twórczy, o pewnej wrażliwości estetycznej, ale też twardo stąpający po ziemi, bo moda to przecież biznes. Może się też zdarzyć, że trafisz na pełen kompleksów zespól, o bardzo ograniczonych horyzontach, ale uparcie broniący swojego statusu quo. W takiej sytuacji praca jest męcząca i nie przynosi ani satysfakcji, ani radości.