podróżowanie solo

Podróżowanie w pojedynkę – przerażające czy wyzwalające?

Sabina Lawrow
|
16 listopada 2021
|
Przeczytasz w 8 min
Przeczytasz w 8 min
Przeczytasz w 8 min

Czy podróżowanie z pojedynkę może być inspirujące, bezpieczne i komfortowe? Z mitami narosłymi wokół solowych wędrówek rozprawia się Sabina Lawrów – autorka bloga Sama przez Świat i jedna z najbardziej wpływowych podróżniczek w Polsce. 

Jak kobiety podróżują w popkulturze?

Solowe podróże (będę tutaj unikać polskiego słowa samotne, ze względu na negatywną konotację) są obecne w popkulturze, szczególnie w filmie i muzyce, od co najmniej lat 60., choć i tak jest to ułamek opisywanych historii. Najczęściej jest to utarty przekaz o podróżujących parach, przyjaciołach, rodzinach i uwielbiany motyw hollywoodzkich romantycznych filmów, czyli podróże poślubne. Jeśli już jest ukazywana podróż to jest to mężczyzna, często na granicy prawa, uciekający przed czymś lub kimś, nierzadko podrywacz. A co z kobietami? Są nagminnie pomijane, więc skąd my kobiety mamy brać wzorzec do naśladowania? Gdy szukałam tytułów filmów o podróżniczkach to znalazłam zaledwie kilkanaście tytułów, zaledwie dwa wbiły się w główny nurt: “Dzika droga” z Reese Witherspoon, oraz “Jedz, módl się, kochaj” z Julią Roberts. Pierwsza wyjeżdża, by uporać się ze śmiercią matki i rozwodem. Ta druga ma wszystko: faceta, karierę, ale jest nieszczęśliwa i nie ma w tym zupełnie nic złego. Czy odnajdują szczęście na końcu? Na pewno odnajdują siebie w drodze. Zadają trudne pytania, stają twarzą twarz ze swoimi słabościami i wychodzą z tego mocniejsze. Z premedytacją pomijam filmy, gdzie kobieta wyrusza na spotkanie siebie, ale bardzo szybko odnajduje szczęście w ramionach mężczyzny.

I rzeczywiście to samo widuję w hotelach na całym świecie. Wyjeżdżamy w grupach. Ostatnio też popularne są babskie wyjazdy. Kobiety koło czterdziestki zostawiają mężów, dzieci na kilka dni z przyjaciółkami, by na chwilę poczuć się znowu wolną. Ale co, jak nie masz z kim jechać? Słyszałam to wielokrotnie. Są różne powody – albo singielka, albo chce jechać w mniej typowe rejony, brak znajomych o podobnych możliwościach finansowych. Wszystkie je łączy strach i wydaje się on domeną Polek. Hotele rzeczywiście są nastawione na rodzinne wyjazdy, ale w hostelach widuję całe mnóstwo Niemiec, Francuzek czy Brytyjek. A gdzie są Polki? Przez 10 lat podróżowania spotkałam ich zaledwie kilka.

Dlaczego Polki nie podróżują?

Nie chce wychodzić za bardzo poza swoje kompetencje, ale mogę się domyślać genezy tego zjawiska, jestem w sumie socjologiem z dyplomem. Przede wszystkim nasze matki nie podróżowały. NIe było pieniędzy, paszporty były dostępne tylko dla wybranych. Nie miał więc kto nam pokazać, że można. To nasze pokolenie musi przecierać szlaki. Ale czemu nadal, gdy mamy jeden z najlepszych paszportów na świecie i prawie wszędzie możemy pojechać, dalej coś nas powstrzymuje? Jedną z tych rzeczy jest właśnie strach. Z jednej strony w mediach przebijają się tylko negatywne i tragiczne informacje, z drugiej – sama przed pierwsza podróżą słyszałam wokoło, że to niebezpieczne jechać samej… do Barcelony. Że mnie okradną, napadną albo nawet zgwałcą. Presja społeczna to mur, który ciężko przebić. A z mojego doświadczenia wynika – dużo niebezpieczniej czuję się nocą na warszawskiej Pradze niż w Azji Południowo-Wschodniej. Również z rozmów z innymi podróżnikami z całego świata – słyszałam dużo więcej nieprzyjemnych historii raczej ze strony mężczyzn niż podróżniczek. Zastanawiałam się dlaczego. Prawdopodobnie kobiety zachowują się zwyczajnie rozważniej – nie chodzą po nocy po nieznanych miejscach, unikają szemranego towarzystwa i ogólnie szukają innych, bezpieczniejszych rozrywek. Plus ta osławiona intuicja, która nam ratuje tyłki. Na szczęście, ostatnie kilka lat coś się zaczyna pękać i zmienia się dyskurs.

Na pewno wiele pomogła tu Martyna Wojciechowska czy Beata Pawlikowska, ale i młode blogerki z instagrama, z którymi dużo łatwiej nam się utożsamić niż z gwiazdami telewizyjnymi. One pokazują i uczą też jak podróżować budżetowo. Pieniądze to kolejny problem, który słyszę najczęściej. Chcesz podróżować, ale skąd na to wziąć pieniądze? Stety niestety, kilkumiesięczna podróż musi kosztować, ale jeśli obniżymy trochę swoje wymagania co do hotelu i na miejscu zaczniemy dopytywać lokalsów o dłuższy tańszy nocleg – można naprawde w wielu mejscach znaleźć mieszkanie za tysiąc złoty (Afryka, Ameryka Środkowa i Południowa czy wspomniana Azja). Bilet będzie tu najdroższą inwestycją. Ostatniej zimy spędziłam kilka miesięcy na Teneryfie – nie oszczędzając (syndrom post-pandemiczny) wydawałam maksymalnie 3-4 tys złotych miesięcznie. To co ostatnio zmieniło się na lepsze, to to, że coraz więcej firm jest otwartych na pracę zdalną. I rzeczywiście większośc osób, które spotkałam zimą na Kanarach – albo studiowały albo pracowały online. Dla wielu była to ucieczka od lockdownu, wypalenia zawodowego, naładowanie baterii, kilka osób własnie zakończyło długie związki.

Podróże, które inspirują

Na własnym przykładzie wiem, że podróżowanie może nie tyle, co rozwiązuje problemy, co stwarza przestrzeń do namysłu, zatrzymania się na chwilę z tego szalonego pędu, do stanięcia obok i nabraniu dystansu. Poznałam wiele takich osób, których włóczęga zmieniła na zawsze, a tak naprawde, to każdy kto wybrał się w kilkumiesięczną podróż z plecakiem wrócił odmieniony… a niektórzy już nie wracali. I naprawdę zmieniali się na lepszych ludzi. Stali się bardziej tolerancyjni i wyrozumiali wobec innych kultur, nabrali pewności siebie, bo codziennie musisz podjąć jakąś decyzję, zmierzyć się z nowym problemem. Wyjść do ludzi i dogadać się z kimś kto nie mówi w żadnym znanym Ci języku… Imoja ulubiona część – poznajesz inspirujących ludzi. Zarówno innych podróżników, ale i miejscowych. Najpierw wydają Ci się tak różni od Twojego świata, a potem coraz bardziej widzisz jak wszyscy jesteśmy do siebie podobni – od Ameryki po Azję. Płaczemy, gdy nam jest smutno, śmiejemy się, gdy jest nam dobrze. I kochamy, wszyscy kochamy podobnie. Wszyscy chcemy kochać i być kochani.

Jak wykonać ten pierwszy krok?

Może zamiast o białej sukience i gromadce dzieci zawsze marzyłaś o podróżach? Zawsze do pociągu kupujesz National Geographic i śledzisz te wszystkie dziewczyny na insta? One też były kiedyś tobą. Podróże solo to szansa na określenie się na nowo. Zrobienie przestrzeni w głowie z dala od codziennych problemów. Gdy jedziemy z kimś z naszego świata, bierzemy ten cały stres ze sobą. Nie namawiam, by od razu rzucać pracę i jechać na rok do Azji. Taki tydzień samemu ze sobą nad polskim morzem może być dobrym pierwszym krokiem. Ważne, by nie siedzieć cały dzień w hotelu, a pójść do miejsc do których normalnie byś nie poszła. Wbrew pozorom gdy wyjeżdżam sama, czuje się najmniej samotna – bo właśnie wtedy poznaję najwięcej osób. Nie zamykam się na grupę, z którą przyjechałam. To już frazes, ale wystarczy i warto wyjść poza swoją strefę komfortu. Można się miło zaskoczyć i zobaczyć, że granice są dużo dalej niż nam się wydaje.

Podróżowanie w pojedynkę to szansa, by poznać kim się tak naprawdę jest. Możesz też być kim tak naprawdę chcesz. Tam przecież nikt Cię nie zna. Może właśnie zostać na chwilę lepszą wersją siebie, kimś kim zawsze chciało się być? Bierzesz całą odpowiedzialność na siebie. To może być przerażające na początku, ale wszystkie zasługi idą do tylko ciebie. Sama znalazłaś tańszą ofertę nurkowania, udało Ci sie dogadać z Hiszpanem na migi i wynająć auto, odnaleźć drogę do hotelu po nocy. Małe sukcesy każdego dnia. To wyzwalające i budujące uczucie.

Zasady, którymi warto się kierować

Na koniec dwie uniwersalne zasady dla przyszłych podróżniczek. Po pierwsze: zaufaj ludziom  – wszyscy będą mówić ci, że coś się stanie. Zignoruj to. Pamiętam, gdy na Bali się wywróciłam na motocyklu, to wszyscy się wokoło zbiegli by mi pomóc. Opatrzyli ranę, dali wodę, zostali ze mną dopóki nie byli pewni, że mogę dalej iść sama.Mam wiele takich historii. Tak naprawdę im biedniejszy kraj tym ludzie byli bardziej pomocni, otwarci i to oni mnie wpuszczali do swojego domu, zaufali. Zobaczysz, że mamy dużo więcej wspólnego niż nam się wydaje.

Zaufaj procesowi, ja dodaję jeszcze zaufaj drodze. Nie podoba ci się w jakimś miejscu, zrobiło się nudno? Jedź dalej, droga Cię zawsze poprowadzi. Czujesz się gdzieś dobrze, nawet nie wiesz dlaczego – zostań. Najwięcej lokalsów poznaję w takich miejscach jak sklep, restauracja, hostel. Gdy pójdziesz drugi raz do tej samej knajpy w ciągu kilku dni – oni cię zapamiętają… i nie będziesz już po prostu klientką. Stworzyłaś więź i możesz na niej budować. Chyba nie muszę mówić, że najlepiej jakiś kraj pokażą wam i opowiedzą sami mieszkańcy. Jeśli będziesz słuchała intuicji, nic złego się nie stanie, a wręcz odwrotnie. Zrozumiesz że podróż to najlepsza i najszybsza nauka i każdy napotkany na twojej drodze może być nauczycielem bo wie coś, czego ty nie wiesz.

Punktem zwrotnym dla mnie było, gdy zdałam sobie sprawę, że jeśli będę dalej czekać na kogoś, kto mnie gdzieś zabierze, to nigdy nigdzie nie pojadę. Przestałam wysyłać linki z tanimi lotami do wymarzonych miejsc i po prostu kupiłam ten cholerny bilet i pojechałam sama. Po raz pierwszy trochę na złość innym, ale ta podróż trwa do dzisiaj i nie zmieniłabym ani jednego dnia. A wszystko zaczyna się od kupienia biletu.

O autorce artykułu:

 

Sabina Lawrów jest jedną z najpopularniejszych polskich podróżniczek. Kilka lat temu rzuciła pracę w korpo, by samotnie przemierzać świat. Zwiedziła 69 krajów, pojawiła się na 6 kontynentach. Pisze, fotografuje i pracuje nad swoim debiutem reżyserskim.